Brazylia i Polska – jak wygląda dziś współpraca handlowa i dyplomatyczna między krajami?
Gdy w 1831 roku w paryskim teatrze grano sztukę ku czci powstańców listopadowych, na widowni siedział cesarz Brazylii Pedro I. W pewnym momencie zerwał się z fotela i krzyknął: „Vive la Pologne!" – niech żyje Polska. To zdanie, wykrzyczane przez władcę kraju leżącego po drugiej stronie Atlantyku, w miejscu, które większość ówczesnych Polaków znała najwyżej z map, jest jednym z tych historycznych ciekawostek, które pokazują, że relacje polsko-brazylijskie mają korzenie znacznie głębsze, niż mogłoby się wydawać.
Dziś, prawie dwieście lat później, Brazylia i Polska łączy coś więcej niż gest sympatii sprzed epoki. To formalne stosunki dyplomatyczne trwające ponad sto lat, prawie dwa miliony osób polskiego pochodzenia mieszkających w Brazylii, świeżo podpisana umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania i handel, który – choć wciąż daleki od potencjału obu gospodarek – powoli, ale konsekwentnie rośnie. A na horyzoncie majaczy umowa UE-Mercosur, która może zmienić tę relację bardziej niż cokolwiek w ostatnich dekadach.
W tym artykule prześledzimy, jak z symbolicznego okrzyku cesarza zrodziła się dzisiejsza, bardzo konkretna współpraca – i dlaczego, mimo wielu lat wzajemnej sympatii, Polska i Brazylia wciąż handlują ze sobą mniej, niż mogłyby.
Skąd się wzięły relacje polsko-brazylijskie
Historia sympatii Brazylii wobec Polski jest starsza niż sama polska niepodległość. Poza wspomnianym okrzykiem Pedra I, na przełomie XIX i XX wieku sprawę polską na arenie międzynarodowej wspierał również Rui Barbosa – wybitny brazylijski prawnik i dyplomata, który podczas Konferencji Haskiej w 1907 roku wielokrotnie upominał się o prawo Polaków do własnego państwa, w czasach gdy Polski formalnie nie było na mapie Europy.
To zaangażowanie miało swój ciąg dalszy w 1918 roku. Brazylia jako pierwsze państwo Ameryki Południowej uznała niepodległość Polski de facto już w sierpniu 1918 roku – kilka miesięcy przed tym, zanim Polska formalnie odzyskała niepodległość w listopadzie tego samego roku. To gest, o którym w Polsce mało kto pamięta, a który pokazuje, że sympatia Brazylijczyków do sprawy polskiej nie była przypadkowa.
Formalne stosunki dyplomatyczne między obu krajami zostały nawiązane 27 maja 1920 roku, gdy poseł Ksawery Orłowski złożył listy uwierzytelniające na ręce ówczesnego prezydenta Brazylii, Epitácio Pessoi. Od tego momentu minęło już ponad sto lat – a to, że relacja przetrwała tyle dekad, zawdzięczamy w dużej mierze czynnikowi, o którym często się zapomina: setkom tysięcy Polaków, którzy jeszcze przed nawiązaniem oficjalnych stosunków dyplomatycznych zaczęli budować swoje życie w Brazylii.
Fundament, o którym mało kto pamięta: polska diaspora
Zanim porozmawiamy o umowach handlowych i wizytach na szczycie, warto zatrzymać się przy czymś, co w relacjach polsko-brazylijskich jest wyjątkowe na tle innych krajów Ameryki Południowej – przy skali polskiej emigracji. Między końcem XIX a początkiem XX wieku do Brazylii, głównie do stanów Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul, wyemigrowały setki tysięcy Polaków, uciekających przed biedą i przeludnieniem wsi pod zaborami. Dziś szacuje się, że osób polskiego pochodzenia mieszka w Brazylii nawet dwa miliony – to więcej niż populacja niejednego polskiego województwa. Historię tej emigracji, wraz z miejscami, które warto odwiedzić, opisałam szerzej w artykule „Polska emigracja do Paraná – jak Polacy budowali nową ojczyznę w Brazylii" [→ link wewnętrzny do wstawienia po publikacji].
Ta diaspora nie jest tylko ciekawostką demograficzną – to realny fundament relacji dwustronnych. Pokazuje to zresztą jeden szczegół, o którym niewiele osób wie: konsulat RP w Kurytybie, otwarty już w 1922 roku, był pierwszą polską placówką dyplomatyczną w całej Ameryce Łacińskiej. Innymi słowy, zanim Polska otworzyła ambasady czy konsulaty gdziekolwiek indziej na kontynencie, uznała, że skala polskiej obecności w Paraná zasługuje na osobną reprezentację. To trochę tak, jakby ktoś w Polsce powiedział: „zanim zajmiemy się czymkolwiek innym, zadbajmy najpierw o naszych".
Jak wygląda dziś współpraca handlowa
Tu zaczyna się część, w której entuzjazm musi zderzyć się z liczbami – a te, mówiąc szczerze, są dość skromne. Brazylia pozostaje największym partnerem handlowym Polski w całej Ameryce Łacińskiej, co samo w sobie brzmi imponująco. Problem w tym, że to raczej stwierdzenie o niewielkiej konkurencji w regionie niż o realnej sile tej wymiany – udział Brazylii w polskim handlu zagranicznym to wciąż ułamek procenta, zarówno po stronie eksportu, jak i importu.
Jak wygląda to w praktyce?
Co Polska sprzedaje Brazylii:
maszyny i urządzenia mechaniczne oraz elektryczne wraz z częściami,
produkty przemysłu chemicznego,
tworzywa sztuczne i wyroby z nich wykonane.
Co Polska kupuje od Brazylii:
artykuły spożywcze (m.in. kawę, soję, owoce tropikalne, soki),
pojazdy, statki powietrzne i inne środki transportu – w tym samoloty regionalne Embraer, którymi lata część floty PLL LOT,
produkty mineralne i surowce, w tym rudę miedzi.
Charakterystyczne jest to, że Polska od lat notuje w handlu z Brazylią deficyt handlowy – kupujemy od Brazylijczyków więcej, niż im sprzedajemy, głównie za sprawą surowców i żywności, które trudno zastąpić czymkolwiek z lokalnej produkcji. To trochę odwrócona sytuacja względem tego, do czego przywykliśmy w handlu z sąsiadami w Europie, gdzie Polska częściej jest eksporterem netto towarów przetworzonych.
Ambasador Brazylii w Polsce, Alfredo Leoni, ujął to swego czasu w jednym zdaniu, które chyba najlepiej oddaje istotę problemu: Brazylia jest najważniejszym partnerem handlowym Polski w Ameryce Łacińskiej, ale współpraca powinna być znacznie bardziej dynamiczna, biorąc pod uwagę wielkość obu gospodarek. Jako obszary o dużym potencjale wskazywał wtedy między innymi przemysł stoczniowy, motoryzacyjny, maszynowy, chemiczny, transport kolejowy, produkcję tworzyw sztucznych, nawozy i telekomunikację mobilną.
Dlaczego handel rośnie wolniej, niż mógłby
Polscy przedsiębiorcy, którzy próbowali wejść na rynek brazylijski, wskazują na kilka powtarzających się barier. Po pierwsze – logistyka: koszty transportu potrafią pochłaniać nawet 10–15% wartości przesyłki, a Brazylia to kraj kontynentalnych odległości, gdzie samo dotarcie towaru z portu do odbiorcy w głębi lądu bywa wyzwaniem. Po drugie – finansowanie: wysokie stopy procentowe utrudniają korzystanie z kredytów inwestycyjnych. Po trzecie – i to być może najważniejsze – kultura biznesowa. Jak zauważał Krzysztof Stańczyk, przez lata związany z branżą budowlaną w Brazylii, relacje biznesowe w tym kraju są znacznie bardziej personalne niż w Europie czy Ameryce Północnej – zbudowanie zaufania z brazylijskim kontrahentem potrafi zająć nawet trzy miesiące, zanim w ogóle dojdzie do pierwszej transakcji. To trochę jak z polską gościnnością – zanim zaprosimy kogoś do interesu, chcemy go najpierw poznać przy stole.
Do tego dochodzi protekcjonizm brazylijskiej polityki handlowej – wysokie cła i bariery pozataryfowe, które od dekad utrudniają dostęp do tego rynku firmom spoza Ameryki Południowej. I właśnie dlatego to, co dzieje się teraz na poziomie unijnym, może okazać się przełomem.
Umowa UE-Mercosur – gra zmieniająca zasady
Jeśli miałabym wskazać jedno wydarzenie, które w najbliższych latach może realnie odmienić relacje handlowe Polski z Brazylią, byłaby to umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a blokiem Mercosur (Brazylia, Argentyna, Urugwaj, Paragwaj). Negocjowana z przerwami od ponad dwudziestu lat, umowa została ostatecznie podpisana przez przedstawicieli Komisji Europejskiej 3 września 2025 roku.
To, co czyni ją tak kontrowersyjną, to zakres. Umowa zakłada zniesienie ceł na większość towarów przemysłowych eksportowanych z Europy do krajów Mercosuru – w tym maszyn, chemikaliów i pojazdów, czyli dokładnie tych kategorii, w których Polska ma już dziś swoją niszę w eksporcie do Brazylii. Z drugiej strony otwiera unijny rynek na tańsze produkty rolne z Ameryki Południowej – wołowinę, drób, cukier, soję – produkowane często według standardów środowiskowych i sanitarnych łagodniejszych niż te obowiązujące europejskich rolników.
Nic dziwnego, że reakcje w Polsce są mieszane. Premier Donald Tusk otwarcie deklarował sprzeciw wobec umowy w jej obecnym kształcie, zaznaczając jednocześnie, że brakuje mu partnerów w Unii zdolnych ją zablokować. Sytuację komplikuje sam mechanizm ratyfikacji – zamiast wymagać jednomyślnej zgody wszystkich 27 państw członkowskich, Komisja Europejska zaproponowała ścieżkę tymczasowego stosowania umowy w części handlowej, wymagającą jedynie zgody Parlamentu Europejskiego oraz kwalifikowanej większości państw członkowskich (15 z 27 krajów reprezentujących co najmniej 65% ludności UE). To rozwiązanie, które znacząco ułatwia wejście umowy w życie, nawet wobec sprzeciwu pojedynczych krajów, w tym Francji, która – podobnie jak Polska – należy do głównych krytyków porozumienia.
Dla polskich firm eksportujących maszyny, chemikalia czy komponenty przemysłowe umowa oznacza potencjalnie łatwiejszy dostęp do rynku, który dziś jest chroniony wysokimi cłami. Dla polskiego rolnictwa – realną konkurencję ze strony tańszej brazylijskiej żywności. Ten sam dokument, który dla jednej branży może być szansą na przełamanie stagnacji w handlu z Brazylią, dla innej jest źródłem niepokoju. Cokolwiek się ostatecznie wydarzy, jedno jest pewne: to najważniejsza zmiana w ramach prawnych handlu między Europą a Brazylią od dekad, a jej skutki będą odczuwalne również w relacjach polsko-brazylijskich.
Nowa umowa podatkowa – mniejsza, ale konkretna zmiana
Obok wielkiej polityki handlowej UE-Mercosur, w cieniu dzieje się coś znacznie mniej spektakularnego, ale równie praktycznego dla firm działających na obu rynkach. Polska i Brazylia podpisały umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania jeszcze we wrześniu 2022 roku, Polska ratyfikowała ją w kwietniu 2023 roku, a brazylijski Senat zatwierdził ją w lipcu 2025 roku. Umowa ma wejść w życie od 1 stycznia roku następującego po zakończeniu wymiany not dyplomatycznych między obiema stronami – realistycznie licząc, będzie to rok 2026 lub 2027.
W praktyce oznacza to, że firmy i osoby prowadzące działalność w obu krajach nie będą już musiały płacić podatku dochodowego dwukrotnie – raz w Polsce, raz w Brazylii – od tego samego dochodu. Umowa ustala maksymalne stawki podatku u źródła dla dywidend, odsetek, należności licencyjnych i usług technicznych na poziomie 10–15%, wprowadza też mechanizmy wymiany informacji podatkowych i klauzule antyabuzywne zgodne ze standardami OECD. To dokładnie ten rodzaj biurokratycznego drobiazgu, który nie trafia na pierwsze strony gazet, ale który realnie ułatwia życie każdej polskiej firmie rozważającej poważniejszą ekspansję na rynek brazylijski.
Współpraca naukowa, kulturalna i edukacyjna
Relacje polsko-brazylijskie to nie tylko cła i statystyki eksportowe. Od lat 90. oba kraje rozwijają też współpracę w obszarach, które rzadko trafiają do nagłówków, a które budują trwałe mosty między społeczeństwami.
Fundamentem jest tu umowa o współpracy kulturalnej z 1991 roku, na bazie której powstało między innymi:
Katedra Filologii Polskiej, utworzona w 2009 roku na Federalnym Uniwersytecie Paraná (UFPR) w Kurytybie – najstarszej uczelni w Brazylii. To jedno z niewielu miejsc na kontynencie południowoamerykańskim, gdzie można studiować polonistykę.
Festiwal Filmu Polskiego w Brazylii, organizowany co roku od 2009 roku.
Udział Polski w EUNIC Brasil, sieci europejskich instytutów kultury promujących wspólnie europejskie wartości i dziedzictwo.
Nie brakuje też współpracy naukowej i technologicznej. W 2015 roku Instytut Lotnictwa oraz Uniwersytet Federalny w Brasílii powołały wspólne Centrum Doskonałości Technologii Lotniczej, a rok później Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) podpisało porozumienie o współpracy z brazylijskim odpowiednikiem, CNPq. Między 2015 a 2020 rokiem odbyły się trzy polsko-brazylijskie konferencje naukowe – to niewiele w porównaniu ze współpracą Polski z krajami europejskimi, ale jak na relacje z odległym o dziesięć tysięcy kilometrów krajem, to solidny fundament do dalszego rozwoju.
Wizyty na wysokim szczeblu – rzadkie, ale symboliczne
Kontakty polityczne między Warszawą a Brasílią nie należą do najbardziej intensywnych na świecie, ale mają swoją historię. We wrześniu 2015 roku Polskę odwiedził wiceprezydent Brazylii Michel Temer, wraz z pięcioma ministrami – była to, jak podkreślano wtedy w komunikatach, pierwsza wizyta na tak wysokim szczeblu od ponad dekady. W styczniu 2019 roku polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz reprezentował Polskę na inauguracji prezydenta Jaira Bolsonaro, a rok później, w lutym 2020 roku, złożył już oficjalną wizytę w Brazylii. Kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu 2019 roku, São Paulo i Brasílię odwiedził też szef Gabinetu Prezydenta RP, Krzysztof Szczerski.
To nie jest kalendarz spotkań na miarę relacji Polski z najbliższymi sąsiadami z Unii Europejskiej – ale biorąc pod uwagę geograficzny dystans i fakt, że Ameryka Łacińska rzadko bywa priorytetem polskiej polityki zagranicznej, każda z tych wizyt miała realne znaczenie symboliczne i praktyczne, otwierając drzwi do rozmów o handlu, edukacji i kulturze.
Czego brakuje tej relacji
Zestawiając to wszystko razem – ponad sto lat stosunków dyplomatycznych, dwa miliony osób polskiego pochodzenia, umowy handlowe, podatkowe i kulturalne – można by się spodziewać relacji znacznie intensywniejszej niż ta, która istnieje w rzeczywistości. Brazylia to dziewiąta gospodarka świata, kraj o ponad 213 milionach mieszkańców i gigantycznym rynku wewnętrznym. Polska to jedna z największych gospodarek Unii Europejskiej. A mimo to udział Brazylii w polskim handlu zagranicznym od lat oscyluje w okolicach ułamka procenta.
Można to porównać do dwóch sąsiadów z tej samej okolicy, którzy znają się od pokoleń, lubią się, chętnie zapraszają na święta – ale jakoś nigdy nie doszło między nimi do prawdziwie bliskiej współpracy zawodowej. Bariery są w dużej mierze strukturalne: odległość geograficzna, różnice w regulacjach, protekcjonizm brazylijskiej gospodarki i po prostu inny sposób prowadzenia biznesu, wymagający więcej czasu i cierpliwości niż handel wewnątrz Unii Europejskiej. Umowa UE-Mercosur, jeśli ostatecznie wejdzie w życie, może być pierwszym poważnym impulsem, który te bariery częściowo zniesie – choć, jak pokazuje spór wokół niej, droga do tego wcale nie jest prosta ani wolna od kontrowersji.
Podsumowanie
Relacje polsko-brazylijskie to historia, w której symboliczne gesty – okrzyk cesarza Pedra I, pierwsza w Ameryce Łacińskiej polska placówka dyplomatyczna w Kurytybie, dwa miliony potomków polskich emigrantów – od lat wyprzedzają twardą ekonomię. Formalnie kraje łączy ponad sto lat stosunków dyplomatycznych, kilka solidnych umów o współpracy handlowej, podatkowej, kulturalnej i naukowej. W praktyce jednak handel między Polską a Brazylią wciąż jest ułamkiem tego, na co pozwalałaby wielkość obu gospodarek. Umowa UE-Mercosur, podpisana we wrześniu 2025 roku, może być tym impulsem, który wreszcie zbliży skalę współpracy gospodarczej do skali wzajemnej sympatii, jaka między obydwoma narodami istnieje już od blisko dwustu lat.
FAQ – najczęstsze pytania o relacje polsko-brazylijskie
Kiedy Polska i Brazylia nawiązały stosunki dyplomatyczne? Formalnie 27 maja 1920 roku, gdy poseł Ksawery Orłowski złożył listy uwierzytelniające na ręce prezydenta Brazylii Epitácio Pessoi. Nieformalna sympatia Brazylii wobec sprawy polskiej sięga jednak XIX wieku.
Czy Brazylia uznała niepodległość Polski przed 1918 rokiem? Brazylia uznała niepodległość Polski de facto już w sierpniu 1918 roku, kilka miesięcy przed formalnym odzyskaniem niepodległości przez Polskę w listopadzie tego samego roku – jako pierwsze państwo w Ameryce Południowej.
Jak duży jest handel między Polską a Brazylią? Brazylia to największy partner handlowy Polski w Ameryce Łacińskiej, ale jej udział w całym polskim handlu zagranicznym pozostaje marginalny – to ułamek procenta zarówno po stronie eksportu, jak i importu. Polska od lat notuje w tej wymianie deficyt handlowy.
Co Polska sprzedaje, a co kupuje od Brazylii? Polska eksportuje do Brazylii głównie maszyny, urządzenia elektryczne, produkty chemiczne i tworzywa sztuczne. Importuje przede wszystkim żywność (kawę, soję, owoce tropikalne), pojazdy i środki transportu oraz surowce mineralne.
Czym jest umowa UE-Mercosur i jak wpłynie na Polskę? To umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a blokiem Mercosur (Brazylia, Argentyna, Urugwaj, Paragwaj), podpisana 3 września 2025 roku po ponad dwudziestu latach negocjacji. Ma znieść cła na większość towarów przemysłowych, ale też otworzyć unijny rynek na tańszą żywność z Ameryki Południowej, co budzi sprzeciw m.in. polskiego rządu i rolników.
Ile osób polskiego pochodzenia mieszka w Brazylii? Szacunki mówią o nawet dwóch milionach osób polskiego pochodzenia, głównie w południowych stanach Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul, dokąd Polacy masowo emigrowali na przełomie XIX i XX wieku.
Czy istnieje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a Brazylią? Tak – podpisana we wrześniu 2022 roku, ratyfikowana przez Polskę w 2023 roku, a przez brazylijski Senat w lipcu 2025 roku. Ma wejść w życie od 2026 lub 2027 roku i ułatwić rozliczenia firmom działającym na obu rynkach.
Jakie są główne bariery w handlu polsko-brazylijskim? Wysokie koszty logistyki (nawet 10–15% wartości przesyłki), protekcjonizm brazylijskiej polityki celnej, wysokie oprocentowanie kredytów inwestycyjnych oraz odmienna, bardziej personalna kultura biznesowa, wymagająca dłuższego budowania relacji z kontrahentem.